niedziela, 25 września 2016

Grunt pod nogami



Czasami mam wrażenie, że spadam. Że tracę ten mój grunt pod nogami.  Że to, co do tej pory wydawało się tak pewne, wcale już takie nie jest. Bo przecież powinnam jeszcze mieć siłę i dać radę. Znów podnieść się i załatwić. Posprzątać te okruchy po wcale nie moim śniadaniu, ugotować i zadbać. Przytulić, zrozumieć i poradzić. Napisać.

 
 A tu... nic! Tylko dziura po zjedzonym doszczętnie nieodpornym na świat środku. Pustka wypełniana dwa razy dziennie tabletką metoprololu bursztynianu o przedłużonym uwalnianiu - żeby wyrównać to znów przerywane i niepewne we mnie bicie, nie wiadomo gdzie pędzący puls. Zmusić to zdecydowanie za miękkie serce do pracy i do życia.  


By znów zauważać codzienność pełną ważnych drobiazgów, które dodają tego niepowtarzalnego smaku. By mieć siłę wejść na moje trzecie piętro i nie dusić się z braku powietrza. By nie patrzeć na życie przez łzy i nie krzyczeć w poduszkę z bezsilności. By odzyskać wreszcie ten  mój  grunt pod nogami.


Pozdrawiam - M.




PS - Ten  fenomenalny planer znajdziecie na blogu Kasi ---> Worqshop. Od kilku dni można pobrać za darmo kolejny miesiąc -  październik !

 

niedziela, 17 kwietnia 2016

Z kamerą wśród zwierząt



Ziewający poranek. Podobny zresztą do wszystkich innych. Ciągły pośpiechpopędzanie. Zaspane oczy i jak zwykle niedopita kawa. No, raz - dwa ! Mamoooooo.... odpuść już ! Dobra, dobra! -  pamiętaj o kanapce, wczoraj też zostawiłaś ! A z czym ta kanapka ? Jak to - z czym ? No z szynką przecież znowu. Zakładajcie buty ! Spoglądam na zegarek. Jednak nie zdążę. Istny cyrk.
 

***********

Jak zwykle o tej porze dnia mocno poirytowana samica myszy - w obawie przed spóźnieniem do pracy - terroryzuje swoje potomstwo zmuszając je do nieustannego pośpiechu. Jednocześnie gdera i marudzi, obserwując spod złowrogo przymrużonych powiek niesprzątnięte znów legowiska. Marszczy też nos, co nigdy nie wróży niczego dobrego ... Na szczęście już za chwilę - przy odgłosach równo pracującego silnika samochodu w rodzinnym rozmiarze XXL - wszystko wróci do normy, by już następnego dnia wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Czytała - Krystyna Czubówna.




**********

Zmęczone popołudnie. Podobne zresztą do wszystkich innych. No nie, jak zwykle nie ma ziemniaków ! Czy w tym domu zawsze musi czegoś brakować!? Że co na obiad ? Noooo... mielony miał być na ten obiad, ale bez  ziemniaków to już nie wiem. I zmywarka też jakoś do wypakowania. Sprawdziłaś, mamo, to wypracowanie ? Wiesz, babcia dzwoniła, że zadzwoni później, kurier był, ale pojechał, buty mnie obtarły, nie poprawiłam tego głupiego EdB i w ogóle to wpisz mi wreszcie to hasło. Za chwilę zwariuję !



**********

Jak zwykle o tej porze dnia, wykończona trudami pracy zarobkowej samica myszy -  mieszając w wielkim garze z podgrzewaną właśnie zupą -  cierpliwie wysłuchuje uwag
młodszych przedstawicieli gatunku na temat minionego dnia. Niestrudzenie przemierza też zamieszkałe przez rodzinę niewielkie terytorium, jednocześnie starając się usunąć z pola widzenia najrozmaitsze przedmioty pozostawione przez niefrasobliwe potomstwo. Spontaniczną eksplorację terenu kończy dopiero w momencie sprzątnięcia ostatniej przeszkody stojącej jej na drodze do godziwego odpoczynku. Zmieniający się niczym w kalejdoskopie krajobraz wreszcie cieszy jej wprawne oko. Już wkrótce, zadowolona z zaprowadzonego przed chwilą porządku i kołysana szumem pracującej zmywarki,  nie zareaguje nawet na kolejny wybuch  swoich młodych.  Czytała - Krystyna Czubówna.



**********

Senny wieczór. Podobny zresztą do wszystkich innych. Dzieeeci, ubrania na jutrooo ! Jaka pogoda ? No nie wiem, jakaś taka. Pewnie w sam raz. Deszczowosłoneczna. Co, referat jeszcze masz do napisania ? Nie, nie zdążę sprawdzić.  Znowu kłótnia ? - oboje jesteście winni, jedno lepsze od drugiego ! I cisza już, bo idę spać. No i przy komputerach nie siedzieć mi za długo, bo jutro do szkoły. Nie mam  siły !





**********

Jak zwykle o tej porze dnia zmęczona i niezwykle  senna samica myszy udaje się na spoczynek. Pieczołowicie przygotowuje swoje posłanie dbając o każdy szczegół, który zagwarantuje jej spokojny sen. Pokrzykuje jednocześnie na młodszych przedstawicieli gatunku, którzy zdają się zupełnie nie pamiętać o pragnącej odpoczynku matce. Musi zregenerować siły, by już następnego dnia, od wczesnych godzin porannych, stać na posterunku. Czytała - Krystyna Czubówna.





Pozdrawiam - M.




PS - Czytanie przez Krystynę Czubównę to zawsze  dobry sposób na rozbrojenie tykającej bomby. Któregoś ranka, kiedy morderstwo wisiało  w powietrzu, a absurd dawno przekroczył akceptowalny poziom - moja córka skomentowała zaistniałą sytuację parafrazując  dobrze znaną lektorkę.  Od tej pory Krystyna Czubówna czyta w naszym domu naprawdę często. A już na pewno będzie czytać od poniedziałku do środy - junior zdaje egzaminy gimnazjalne. Kciuki mile widziane.


                                            **********

Mysza, no i po co się denerwujesz ? No, mamo..., tata ma rację... Że niby ja się denerwuję ? Też coś ! No fakt, jednak się denerwuję. No to może herbaty na poprawę nastroju ?


wtorek, 29 marca 2016

Spotkanie przy stole




Bo przecież wszystko zależy od tego, co tak naprawdę chce się zobaczyć.
Zmęczenie z powodu żmudnych przygotowań, wciąż bolący nadgarstek czy  to rozcięcie  na ręce kompletnie nie wiadomo skąd.

 



Obrus, który za nic nie chciał się doprasowaćprzypalany  po kilka razy bigos. Dekoracje szykowane z okazji wesołych świąt i na małą chwilę po. Przepełnioną listę świątecznych zakupów i wyjmowane z brudnej kałuży (po) święcone jajka.


Można też w tym wszystkim zobaczyć   zwykłe  zmartwychwstanie - wciągam więc powietrze głęboko przesiąknięte wielkanocą. Słucham toczących się rozmów i patrzę. Docieram siłą rzeczy do prawdziwego  sedna. Do tego tak oczywistego, co zgubiło się na chwilę w pogoni za tym, co w gruncie rzeczy mało istotne..



 I już wiem, że liczą się przede wszystkim ludzie spotkani przy wspólnym stole. Jak zawsze.


 Pozdrawiam - M.



piątek, 25 marca 2016

Wesołych Świąt !



  Już czas się zatrzymać. Poszukać tego, co dla mnie najważniejsze. Przypomnieć sobie o dawno już zapomnianym. Pomyśleć nad sensem i bezsensem tego, co wokół nas i w nas samych. Zdziwić się i zastanowić -  nad własnym szczęściem. Ucieszyć się, że mogę czerpać z życia pełnymi garściami. Że mogę nakryć stół białym obrusem.  Że znów otwieram szeroko oczy, żeby zobaczyć w nas cud zmartwychwstania.



*************************
Życzę wszystkim wspaniałych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy !





Pozdrawiam - M.



środa, 23 marca 2016

Wielkanocny koszyk



 Wypełniony po brzegi tym, co trzeba i co udało się kupić w ostatniej przedświątecznej chwili. Z całym bagażem wieloletniej tradycji  przyniesionej  - jak co roku - do prześwięcenia  w imię Ojca i zmartwychwstałego Syna.


 Ze sterczącymi - między  borowiną a malowanymi  jajkami - króliczymi uszami, najważniejszym w całym wielkosobotnim zamieszaniu barankiem, rozsypującą się solą i znikającą tuż po bożym błogosławieństwie kiełbasą. Nadgryzioną babką drożdżową, pozbawionym głowy -  już przy pierwszym burczeniu w brzuchu  -  barankiem z cukru i okruchami po zjadanym ukradkiem chlebie



 
Z tym co już przeszłe i dokonane, co buduje nasze teraz. Z poczuciem więzi wynikającym z corocznej celebracji. Z rytualnej powtarzalności gestów i ulubionych przepisów dających gwarancję  na tą niezwykłą między nami bliskość. Nasz Wielkanocny koszyk. Symbol trwałości.
 

 Jeszcze tylko kilka dni, a czas znowu zatoczy koło. Kolejny raz w sobotni poranek przygotuję koszyki, podobnie jak bywało to kiedyś, gdy byłam dzieckiem. Ozdobię zielonymi gałązkami. Umaluję  w łuskach cebuli jajka. Jak  co roku


  Pozdrawiam - M.



sobota, 12 marca 2016

Kalendarz



Nie za duży, bo musi się zmieścić w torebce. Z miejscem pozwalającym na zorganizowanie sobie życia i z małym marginesem na niezaplanowany jeszcze w rozkładzie dnia luz. Spuchnięty od wciąż doklejanych karteczek, naklejek spinaczy  mocno trzymających w kupie rozbiegane dni . Od kolorów i wykrzykników też. Od znalezionych gdzieś zaskakująco mądrych zdań, cennych porad  jak łatwo wywabić trudną plamę i zaznaczonych kolorem kolejnych rocznic. Od zapamiętać, zadzwonić i kupić. Spisać się i wywiązać - no bo przecież obiecałam ! Pełny pilnych przypomnień, że wciąż zalegam życiu, żeby - broń Boże ! - nie rozliczyło mnie kiedyś w najmniej odpowiednim momencie. Ciężki od zapisywanych na kolanie wskazówek i podpowiadanych przez innych uwag. Zapisków dnia powszedniego - że   prezent to na ten czwartek. Że zebranie dopiero pojutrze i jak zwykle trzeba będzie kupić coś na obiad. Że lektura do wypożyczenia, krawcowa w tym tygodniu to już obowiązkowo, a do  sałatki z tuńczykiem to chyba jednak lepiej sparzyć tą cebulę. 




Mój kalendarz - nie za duży, bo przecież musi się zmieścić w torebce . Szczelnie zapisany życiem, rodzinnymi historiami i naszymi sprawami ujętymi w ramy mijających dni. Nieodzowny element mojego analogowego  świata.




Pozdrawiam - M. 






 *********************

PS - zdjęcia kompletnie przypadkowe, choć nieco oddające kierunek dekoracyjnych zmian.