"Gdy szukam wspomnień, które trwały ślad pozostawiły we mnie, kiedy podsumowuję godziny, które miały dla mnie znaczenie, odnajduję nieomylnie to, czego żadne bogactwo nie zdołałoby mi zapewnić: nie można kupić przyjaźni człowieka związanego z nami na zawsze doświadczeniami życia"
Antoine de Saint-Exupéry

niedziela, 12 maja 2013

Hortensja


Moja zabawa w ogrodnika pomału dobiega końca. Większość roślin jednorocznych już zasadziłam, odświeżyłam donice, iglaki dostały odpowiedni nawóz. Jeszcze tylko poduchy na fotele ( a z tym, niestety, wiąże się wyprawa do Ikea, której w moim mieście nie ma, więc - oczywiście - błaganie M. o wyjazd ;  diabli wiedzą, ile to potrwa ... )  i zagospodarowanie stolika.

 
 
 
Mam dwie odmiany hortensji. Nareszcie ! Płatki jednej z nich są całkiem gładkie na brzegach, drugiej - karbowane. Obie wyglądaja zjawiskowo ( ale o tym, że te kwiaty tak się prezentują, na pewno już wiecie ...dla mnie to odkrycie! ). Problem w tym , że tak mi dobrze z nimi , że nie wystawiłam ich jeszcze na balkon ; ) - a tam miały stać !  Pasują jakoś tak ... albo mnie z nimi tak majowo ? Jak znam siebie, to skończy się to kupieniem kolejnych dwóch, tym razem już na pewno z przeznaczeniem na balkon ( ?! ).

 

Pozdrawiam - M. (  niecierpkom też tak jakoś niespieszno na powietrze... )
 

czwartek, 9 maja 2013

Kuchenny ogródek

 
Kuchenny ogródek. Mała skrzynka pełna pachnących ziół. Cztery przegródki, uchwyt do wygodnego przenoszenia z miejsca na miejsce. Do wygodnego zrywania wedle smaku i zgodnie
z przepisem.
 
 
 
Kuchenny ogródek - moja namiastka prawdziwej letniej kuchni - pachnącej ziołami, brzęczącej muzyką owadów, kuszącej aromatem gotujących się potraw. Smak, zapach, kolor. 
 
 
 
Nie wyobrażam sobie kuchni bez świeżych ziół. Mam je na parapecie okrągły rok. Tym razem zagościły również na kuchennym blacie. Opisane odpowiednimi tabliczkami.


I najważniejsze ! Przed chwilą odebrałam pocztę. Wśród wielu mniej lub bardziej istotnych
e - maili znalazł się taki, który sprawił mi ogrrrrromną radość :)  Dlaczego ? bo wysłała go  Asia z
Green  Canoe . Jakiś czas temu zgłosiłam swój balkon do akcji sadzenia dalii i .... właśnie  dowiedziałam się, że dołączyłam do zielonego pociagu :D Fotorelacja
z sadzenia i jego efektów - murowana !   Jupiiii !

Pozdrawiam - M.
 

wtorek, 30 kwietnia 2013

Męskie gotowanie

 
Dziś kolejny post z serii kuchenno - łasuchowatej ; ) ... i  przepis na moją ulubioną zupę .  Jej smak   zafascynował mnie już dawno temu, choć była to wersja "błyskawiczna",  z torebki ; ) Potem było poszukiwanie smaku i przeglądanie przepisów. Ostatecznie swoją genialną wersję zawdzięcza mojemu M. ( znowu ! ... ja to mam dobrze ...) , który pewnego dnia wypakował na blat w kuchni zakupy i stwierdził, że gotuje minestrone. Przyznam szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona i nie dowierzałam, że się uda. Efekt jednakże przeszedł moje najśmielsze oczekiwania ... Od tamtej pory bacznie przyglądam się przynoszonym przez M. zakupom i za każdym razem, kiedy widzę oliwki, paprykę i cukinię, dobrze wiem, co się święci : ) ... a raczej - co się zaraz zacznie  gotować ; )

 
A więc dziś   przepis na naszą wersję tej zupy.
Powiem szczerze, że nie spotkałam jeszcze osoby, której minestrone w tym wydaniu by nie smakowała :)

Składniki :
  • esencjonalny wywar mięsno - warzywny lub rosół
  • 2 marchewki
  • 1 cukinia
  • 1 papryka czerwona
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 szklanka czarnych oliwek
  • 3/4 szklanki fasolki szparagowej ( może być mrożona, w sezonie oczywiście świeża !  )
  • 3/4 szklanki zielonego groszku
  • 1/2 szklanki drobnego makaronu
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • parmezan
  • przyprawy ? absolutnie żadne, tylko te dodawane do wywaru / bulionu + smak oliwy i warzyw : )

 
 
No to zaczynamy ! Marchewkę pokroić w plasterki i obsmażyć na oliwie z przeciśniętymi przez praskę ząbkami czosnku ( ... i w tym momencie cała rodzina pojawia się w kuchni, bo zapach jest niesamowity ... ). Cały czas mieszając,  dodać osączone z zalewy oliwki. Po chwili wrzucić pokrojoną w kostkę paprykę. Gdy marchewka lekko zmięknie, do garnka ze smażącymi się warzywami wrzucić cukinię. Na końcu dodać groszek i fasolkę  i jeszcze chwilę smażyć całość. Uwaga ! -  trzeba pilnować cukinii, żeby się nie rozpadła ! Całość zalać bulionem. Do gotującej się zupy wsypać przepłukany w zimnej wodzie makaron i  gotować do miękkości. Przed podaniem posypać  parmezanem ... I już !
 

Zadowolenie gwarantowane ... Spróbujcie, minestrone jest naprawdę pyszna !


Pozdrawiam - M.

piątek, 26 kwietnia 2013

Koniec tygodnia

 
 
Słońce. Śpiew ptaków. Eksplozja zieleni. Szczęście. Proste definicje i oczywiste wnioski. Tak lubię najbardziej. I zabawę w ogrodnika też ( lubię najbardziej ). Dopiero co uporałam się z wycinaniem zeschniętych gałązek na iglakach ! Długa zima na szczęście nie narobiła dużych szkód w moim balkonowym ogródku. Nie dostrzegłam też żadnych nieproszonych gości ; ) - w ubiegłym roku wojnę z misecznikami, niestety, przegrałam : /
 
 
Skusiłam się na  pierwsze pelargonie w kwiaciarni. Od lat sadzonki  kupujemy bezpośrednio od ogrodnika ze szklarni i choć są droższe, niż w innych punktach, nigdy się nie zawiodłam. Tym razem , nie mogąc się już doczekać kwiatów na balkonie ( z kupnem ich wiąże się cała wyprawa, do której oczywiście muszę nakłonić M  ... ) kupiłam trzy maleńkie sadzonki - i mam już swój kawałek lata ; )
 

 Hortensje będą za kilka dni. Jeszcze bakopa, komarowiec, tymianek cytrynowy, może mulenbekia ? Bluszczyk kurdybanek ? Dalie ? A może niecierpki ?  Co tu posadzić ?!


 
 W perspektywie długi majowy weekend , kilka dni na regenerację i balkonowe prace,wypad do centrum ogrodniczego, zakup ziemi, nawozów.  Potem pewnie mała integracja ze znajomymi ; )
A Wy, jakie macie plany ?

 

 Pozdrawiam cieplutko i niemal majowo - M.

 
 
PS - czas najwyższy też na minestrone. Majowy weekend to dobry moment. Zaraz, zaraz ... a czy ktoś wypróbował poprzedni przepis ?

piątek, 19 kwietnia 2013

Brokułowym skrytożercom mówimy ... smacznego !

 
 

Piątek. I znowu dylemat, co na obiad ? W moim domu to jest prawdziwy problem - każdy lubi co innego ! Nie ma szans na jednomyślność w tej kwestii. Efekt jest taki, że często muszę gotować na dwa garnki. A zdarzało się i na trzy ... Ma być bez mięsa, to wiadomo, ale co w zamian ? Nie wszyscy lubią rybę, a  naleśniki też tak sobie. Największa jednomyślność jest zawsze przy pierogach ruskich, choć nie do końca, bo najmłodszy krzywi się słysząc samą nazwę, a co tu dopiero mówić o zjedzeniu ... Poległam więc. Każdy je co innego, a ja modlę się o święty spokój ; ) Dziś to ja mam ucztę - makaron w sosie grzybowym z brokułami. Kto nie jadł, niech żałuje ! ( albo szybko spisze przepis i biegnie do kuchni ).
 


 
Składniki :

  • makaron ( im grubszy i "większy", tym lepiej; mogą to być różnego typu muszle, ja polecam pappardelle - szerokie wstążki, które równomiernie pokrywają się sosem)
  •  6 - 8 sztuk pieczarek ( ... albo kurki ... )
  • świeże brokuły ( zimą mogą też być mrożone, choć to nie to samo )
  • 1 duża cebula
  • 1 duży śmietankowy serek topiony
  • masło, sól, cukier ( ewentualnie bulion grzybowy )

 
Cebulę drobno kroimy i szklimy na roztopionym maśle. Dodajemy pieczarki pokrojone w plastry ( zbyt drobne "znikną" w sosie ! ), przesmażamy krótko razem z cebulą, podlewamy odrobiną wody i dusimy. W drugim naczyniu gotujemy podzielone na drobniejsze różyczki brokuły ( wodę oczywiście solimy i dodajemy trochę cukru, jak do fasolki ).
 * Uwaga  - należy pilnować, aby brokuły nie były zbyt miękkie, bo inaczej się rozpadną !
 
Do podduszonych pieczarek dodajemy pokrojony w mniejsze kawałki serek . Gdy się rozpuści w sosie ( zagęszczając go jednocześnie i wspaniale podkreślając smak ) - na małą chwilę dodajemy podgotowane brokuły. Doprawiamy do smaku ( sól, cukier, a jeśli ktoś ma ochotę - kilka kropel cytryny ). A potem całością polewamy ugotowany wcześniej makaron. Pycha !
 
 
Naprawdę polecam i pozdrawiam - M.