sobota, 16 sierpnia 2014

Podróż sentymentalna




 Wąskie, brukowane uliczki. Domy z grubego, białego kamienia. Ceglany kolor dachów. Zapętlony gdzieś pomiędzy murami czas. Trogir. Wyspa położona na zachód od Splitu u podnóża Alp Dynarskich, pamiętająca dominację Greków, Rzymian, Franków, Bizantyńczyków i Węgro-Chorwatów. Ze śladami czterystu lat wpływów Wenecjan.


 
Niezwykła mieszanka stylów, która kolejny już raz robi na mnie ogromne wrażenie. 

  

Zostawiam za sobą hałas współczesnego miasta i stragany przekupek. Zaczynam kolejną wędrówkę w czasie.  Przechodzę przez Bramę Lądową - portal prowadzący do innego świata i ....  w jednej chwili  czuję się jak Alicja w Krainie Czarów po drugiej stronie lustra. 

 

Zanurzam się w gmatwaninie wąskich uliczek, gdzie nie obowiązuje czas teraźniejszy.
 
 
Mijam Kościół św. Jana, kaplicę św. Barbary, Pałac Rektora i Wieżę Zegarową. Podążam śladem historii. Czuję jej zapach. Dotykam przeszłości, gdy obejmuję dłońmi kamienną balustradę Miejskiej Loggi. 
 
  

  

  
 
Znowu tu jestem. Pamiętam doskonale ten gwar. Wiem, gdzie skręcić, by odnaleźć znajome zapachy. Pamiętam dotyk rozgrzanych murów, odgłos kroków na kamiennym bruku. Miejsca, gdzie zatrzymuje się czas


 

 

 
 
Na szczęście znam  to niezwykłe przejście łączące przeszłość z teraźniejszością, króliczą norę przenoszącą w inny wymiar. Świat po drugiej stronie lustra. Fascynujący. Na szczęście wiem, jak uciec od rzeczywistości.

    
Kolejny już raz ulegam magii tego niezwykłego miejsca, które za każdym razem pozwala odkrywać się  na nowo.




Z wyspy Ciovo gorąco pozdrawiam - M.


sobota, 9 sierpnia 2014

Cała wstecz




Uciekam. Od zgiełku dnia, od chaosu. Zalewu informacji i politycznych doniesień. Od ciężko dyszącego z powodu upału miasta. Od codzienności. Jadę tam, gdzie oszałamia i hipnotyzuje muzyka cykad. Do miejsca, które ma  smak  dojrzewających w upalnym słońcu oliwek zachwyca mariażem przeszłości i teraźniejszości. Ma uśmiech przekupek sprzedających  słońce zamknięte w dojrzałych owocach i zapach słonego morza.


 


Posłuchajcie koniecznie, jak brzmi  moja Chorwacjaklik  ! Od tej muzyki zaczęło się moje chorwackie zauroczenie ( tu w wersji Gibonniego  klik!  ).


Pozdrawiam Was bardzo gorąco i ... do sklikania  - M.


wtorek, 5 sierpnia 2014

Na trzecim piętrze


 
Balkon na trzecim piętrze, pod czterdziestką.  Z pełną autonomią, rządzący się swoimi prawami, żyjący po swojemu i w całkiem niezależnym od człowieka rytmie. Drwiący z aktualnych trendów mody. Zdefiniowany w kwestii doboru roślin i barw. Odprężający dzięki stale przekwitającej bakopie wymagającej codziennej uwagi i skupienia. Ze stale aktualnym marzeniem o domu. Z ogrodem, rzecz jasna.



Mój teren (bardzo) prywatny, bez wścibskiego flesza paprazzi i cennych rad wszystkowiedzącego sąsiada. Z miejscem na dobrą książkę i pełną swobodę nie tylko myśli. Z przygotowanym wywarem z czosnku - przeciwko mszycom i natrętnemu mączlikowi.


 Teren z odrobiną wikliny, ze złamaną czasem i słabym zabezpieczeniem bielą, przebarwioną na kolor limonki hortensją. Z małą doniczką zielonych rojników i dużym apetytem na morze.




Teren ze skończoną niedawno tacą -  Z okuciami i  widocznymi śrubami pomalowanymi na czarno. I napisem precyzyjnie nanoszonym cienkim pędzelkiem.



Z miękkimi poduchami od Magdy z Mile Maison ( zajrzyjcie koniecznie, sklepik naprawdę wart polecenia ! --> klik ), z gwarancją udanego  leniuchowania potwierdzoną własnoręcznym podpisem przez właścicieli sklepu.


Mój teren prywatny, na trzecim pietrze. Pod czterdziestką.

Pozdrawiam - M. 




PS. Trwa druga edycja konkursu Mojego Mieszkania na najpiękniej zaaranżowany balkon - zgłoście się koniecznie. Teraz Wasza kolej, trzymam  kciuki ! M.

środa, 30 lipca 2014

Średnia urlopowa




 Moja średnia urlopowa ?   -   czasem   słońce,   częściej   deszcz. W zdecydowanej większości przemoczona. Zaniesiona ciężkimi chmurami, mokra. Bez widoków na przejaśnienie, ze słońcem stale obecnym dla innych i zawsze gdzie indziej.  Dopiero kilka dni temu  przyszło lato, wreszcie jest upalnie. Dlatego czas zwolnił jeszcze bardziej. To, co trzeba - samo przekłada się na później, by potem  - w drodze burzliwych dyskusji - uzgodnić ze mną, że wcale już nie jest konieczne.

 

Wokół mnie zakurzony, rozpalony od słońca miejski slow time,  w trybie mocno spowolnionym. Wieczorny dźwięk talerzy i sztućców dobiegający z dziesiątek otwartych na  upał mieszkań zaprasza na kolację. Niezliczone okna mrugające w zgodnym rytmie najświeższych afer i informacji. Polityczna rzeczywistość dziejąca się  -  na szczęście  i  z wyboru  -  gdzieś poza mną i  bez mojego udziału. Ledwo wyczuwalny od gorąca puls miastaChłód wieczora, który przynosi wyraźną ulgę.

 
 

Słucham kojącej muzyki wentylatora -  bez wyraźnego metrum, z jednostajnym rytmem wirującego silnika. Odprężającej.  Z  porcją lodów śmietankowych - dla ochłody i wbrew wszelkim zaleceniom modnych aktualnie diet. Tworzę substytut miejsca pełnego melodii cykad. I słucham prognoz pogody, by sprawdzić swoje szanse na  poprawienie ogólnej statystyki. Mojej  średniej urlopowej, w której częściej jest słońce, a tylko czasem deszcz.


Pozdrawiam - M.



PS - następnym razem zabiorę Was na balkon :) M.