środa, 23 lipca 2014

Summertime



  
Czas na lato. Na siebie. Czas sfokusowany na detal i na niebanalną urodę rzeczy prostych. Czas płynący zupełnie inaczej, bardziej do wewnątrz, nieoznaczony żadną datą. Dający szansę na odnalezienie zostawionej gdzieś na potem tolerancji dla własnych błędów. 

 

Zatrzymany, pachnący deszczemZ odrobiną koloru. Z  leniwie drzemiącym popołudniem i chodzącym własnymi drogami zegarkiem. Znacznie łatwiej wywołujący uśmiech.




Czas  słodko - gorzki, o smaku domowej lemoniady, z dodatkiem mięty i zimną od kostek lodu szklanką.


Summer(-)time w wielkim mieście. Na balkonie.
 

 
Pozdrawiam - M.

 


*****************   
Niebawem więcej zdjęć - całości. Tacy, którą muszę wreszcie  skończyć, poduch kupionych u Magdy. Summertim - u.

czwartek, 17 lipca 2014

Sezon ogórkowy

 

Nic wielkiego.  Kilka  gałązek kopru.  Ziele angielskie  i  liść laurowySoli tyle, ile litrów wody + jedna łyżka więcej.  2 kilogramy mocno chropowatych ogórków. Łyżka ziaren gorczycy, korzeń chrzanu. Kilka dni cierpliwości - choć o nią tu przecież  najtrudniej.
  
 
 Zamknięty w szklanym słoju zapach.  Kopru, chrzanu, czosnku. Domu nagrzanego latem. Jeden słoik. Nic wielkiego. Zaledwie na dziś i parę dni do przodu. A potem znów trzeba będzie napisać na kartce z zakupami : 2 kilogramy mocno chropowatych ogórków, kilka  gałązek kopru, ziele angielskie. I liść laurowy. 

 
Sezon ogórkowy. Między ciężkimi od wody chmurami. Między kolejnymi gwałtownymi  i  wciąż pomrukującymi z niezadowolenia burzami. Ze spacerem po chleb i mleko - między kroplami deszczu.  Z wiszącym tuż nad głową granatowo - ołowianym niebem.  Ze zdjętą szyną z jednego dziecięcego palca  i  wywichniętą rzepką w drugim dziecięcym kolanie. Kuśtykający. I wciąż bez jednoznacznej odpowiedzi na znów aktualne pytanie - dlaczego ogórek nie śpiewa ?


Zawieszona między ogórkami, zdjętą szyną i  wywichniętą rzepką  - pozdrawiam  - M.


czwartek, 10 lipca 2014

Roślinowe sny



Szczęście to nic wielkiego, to zwyczajne tu i teraz. Drobiazgi celebrowane z największą uwagą  i z ogromną pieczołowitością. To wspólna codzienność, zwykłe między nami dzianie się  i  nie - dzianie. Ale też nierzeczywista w naszym domu rzeczywistość - trochę na opak i nie do końca wprost. Szczęście to wspólnie krojony chleb, odłowiony z za bardzo podgrzanego mleka kożuch i trzymane w największej tajemnicy mleczaki, których  - dziwnym trafem  - nie zdążyła zabrać Zębowa Wróżka. To też poprawiany wciąż szalik i  ten specyficzny zapach koszuli , w który tak chętnie zanurzam twarz. To dzielony na pół rachunek za odpowiedzialność i zawieszona w powietrzu wiele mówiąca cisza, wolna od niedomówień, krzycząca akceptacją i pozytywnymi emocjami. Gotowany wspólnie obiad i czerwone wino podgrzewające myśli i uczucia. 


Tylko tyle ? Tak, bo szczęście to przecież ta dziejąca się codziennie zwyczajność. Gotowana kolejny raz pomidorowa, której się nie lubi, ale za to lubią ją inni. Niedokiszony ogórek, bo przecież małosolny jest zdecydowanie lepszy. Wbijany od nowa gwóźdź,  który codziennie przekonuje, że to właśnie jego miejsce. I spakowane w podróż sitko do przecedzania wszelkich sosów i zup - bo dobrze wiesz, mamo, że tego gęstego to nie lubię. Wiem. I wiem też, że to wszystko składa się na moje wyspy szczęśliwe, gdzie zasypiam z przyniesionym mi na dobranoc misiem i wyszeptanym do ucha: " ładnych, pięknych, kolorowych, roślinowych snów ". Gdzie wszystko jest takie, jakie być powinno, choć nieraz wbrew wszelkim poradnikom i zaleceniom fachowców. Roślinowe właśnie, nasze.

***************

 Z wysp szczęśliwych pozdrawiam - roślinowo śniąca M.



sobota, 5 lipca 2014

Świat prze(d)stawiony




Wakacje. Zwolnione tempo życia. Luz. Możliwość tworzenia i wcielania w życie nowych kategorii gramatycznych, które nie funkcjonują o innej porze roku - czas łaskawie leniwy, bardzo teraźniejszy, jeszcze niedokonany. Zaplanowany, choć wcale nie obowiązujący. Za to obiecujący. 
  
  
Tworzę nowy, wakacyjny porządek, mój świat prze(d)stawiony  -  na błogi tryb oznajmujący. Czas akcji -  letni, od wczoraj do za kilka tygodni. Miejsce akcji - różne. Raz - jak w greckiej tragedii - ograniczone powierzchnią mieszkania i barierką balkonu, innym razem nieograniczone - wolne od przejść granicznych i  barier językowych. Bez okazywania paszportów zaczerwienionych od  pieczątek  i  wiz . Akcja - dzięki zastosowaniu ogromu form czasownikowych - dynamiczna i nieprzewidywalna. Odmieniana przez osoby, choć za każdym razem wyłącznie w liczbie mnogiej. Bohaterowie - to zdecydowanie kategoria pluralia tantum, bez wyraźnego faworyzowania kogokolwiek i z byle powodu. Typ  narracji -  subiektywna i pierwszoosobowa, pamiętnikarska.  Emocjonalna. Przebieg wydarzeń ... ? Nadal niejasny i -  jak zwykle w naszym przypadku - wiadomy w ostatniej chwili. Od piątku zdążył się pojawić zaledwie jeden punkt : 1. Odsypianie zaległości i pierwsze porządki w domu. Co dalej ? Jeszcze nie wiem, choć liczę na nieprzewidywalny rozwój wypadków i finansowe deus ex machina...



 Pozdrawiam - M.


niedziela, 22 czerwca 2014

Już niedługo...



Wciąż gonię, rzadko się zatrzymuję. Nadal. Trzy bardzo intensywne dni pracy za mną. Bez zwolnionego tempa. Za to z papierami i z klikaniem w klawiaturę  komputera. Z uzupełnianiem cenzurki, wpisywaniem ocen w system naboru. I najważniejsze - z poczuciem spełnienia i wielkiej satysfakcji w tle. Powód ? Zaskakująco wysoki próg  procentowy   w zestawieniach wyników egzaminów.  Spisałam się ; ) Oni spisali się : ) My spisaliśmy się : D   Niebywały smak wspólnie wypracowanego sukcesu - mimo obaw i kiepskich rokowań. Wbrew pesymistom i gorzkiemu lukrowi  w komentarzach "życzliwych". 

 
Za kilka dni będę mogła zwolnić tempo. Zapach wakacji jest już coraz wyraźniejszy... Ale na razie wciąż gonię, rzadko się zatrzymuję.  Już niedługo ...

Pozdrawiam - M. 


niedziela, 8 czerwca 2014

Chwila

 

Czas leniwie sączy się przez palce, nigdzie się nie spieszy, nikogo też nie pogania. Zapas dobrych, czystych słów i  pozytywnych emocji pulsuje pod skórą. Czeka na właściwy moment, by eksplodować brakiem umiaru i nieskrępowaną spontanicznością. Ale jeszcze  chwilę muszę zaczekać -  przetrwać, zapracować i zasłużyć.

 
  Emocjonalna huśtawka. Zaskakujący smak herbaty zamknięty w kultowej już metalowej puszce. Aromatyczny napar ze zdefiniowanym przez filiżankę kształtem. Czas na małe poobiednie lenistwo - nieocenione chwile tylko dla mnie, których ostatnio tak bardzo mi brakuje ! Króciutki relaks, małe sam na sam  z własnymi myślami i ulubioną muzyką w tle. 

 
Za chwilę siadam do pracy. Do produkcji  stosu dokumentów, które nikomu nie są potrzebne i które nie mają żadnego przełożenia na życie i jego jakość. Mierzą, badają, sprawdzają, podsumowują. Przedstawiają ważne dane  za pomocą słupków albo kół. Opisują czyjeś predyspozycje i umiejętności procentem i  staniną. Mniej lub bardziej prawidłowo wyciągniętym wnioskiem i sformułowanymi rekomendacjami. Po co ?  Przecież tam nie ma życia i prawdziwych ludzi. Są tylko wartości liczbowe, krzywe, sinusoidy. Ale to chyba już znak naszych czasów - statystyka przerasta człowieka, który staje się tylko kolejnym numerem albo kodem. 


Nie chcę być elementem liczbowej układanki. Dlatego  cieszę się z  leniwie sączącego się  przez palce czasu, który nigdzie się  nie spieszy  i nikogo też   nie pogania. Delektuję się  smakiem. Niebanalnym. I tego Wam życzę w to niedzielne popołudnie : )



Pozdrawiam - M.


*********************
 Dziękuję za każdy komentarz pod ostatnim postem - dobrze jest wiedzieć, że mogę liczyć na  Waszą pomoc i dobre słowo :) 
A pyszne herbatki  zamówicie w sklepiku Lilli - baaaardzo polecam !


poniedziałek, 2 czerwca 2014

Chaos



Ludzie, sprawy, problemy.  Odkryto, oszukano, uratowano.  Tysiące informacji  bombarduje każdego dnia moją głowę. Słucham -  ale czy słyszę ? Czytam  -  ale czy rozumiem ? Żmudna selekcja newsów i bardzo potrzebna mi  klasyfikacja - niezbędne  / nic ważnego  / po co mi to ?....   Muszę mieć porządek  - rzeczy i myśli Muszę znać cel.  Medialny szum, bardzo życiowy zamęt. Najwyższy czas tupnąć nogą i krzyknąć - dość !


A ja ? Coraz więcej odpuszczam z tego, co moje i tylko dla mnie. Rezygnuję -  przede wszystkim z siebie   - i dlatego nie osiągam wytyczonego wcześniej celu. Wszystko odkładam na później. Lampę, balkon, czułość, wiosnę. Życie też. Odkładam na później - czyli na kiedy ? Robię tylko to, co najistotniejsze.  Kupić, sprawdzić, oddać, uprać i ugotować. Zaprowadzić, przygotować, rozliczyć się.  Gdzie w tym wszystkim znaleźć czas na siebie ? Gdzie radość, zoom na detal, drobiazgi ? Gdzie mój egoizm pozwalający na zdrowe proporcje i emocjonalne perpetuum mobile ? Od dłuższego już czasu  toczę bitwę. Walczę z własnymi, nie zawsze dobrymi,  emocjami, które nie dają mi chwili wytchnienia. Kontrola, ewaluacja, raport, sprawozdanie. Napisać, oddać, wysłuchać, stulić uszy. Oceny, sympozjum, kurator dopytujący o moich podopiecznych, Sąd Rodzinny.. I tak w kółko. Nie lubię chaosu. Nie przynosi niczego dobrego. Na szczęście jest  dom. Wycisza. Rozumie każdą słabość. Akceptuje. Pomaga.
 


A ja ? Znów jestem oboksiebie, bliskich mi ludzi, pozytywnych emocji. Ale już niedługo, zaledwie kilka tygodni... Byle do wakacji ; )



Pozdrawiam w deszczowy poniedziałek - M.
 
 

poniedziałek, 26 maja 2014

Definicja


 


 Co mieści w sobie definicja słowa " Mama " ?   Niewiele -  zaledwie gotowość do wielkich poświęceńnieprzespanych nocy. Odkładanie tego, co   swoje   -   na później. Świadomość, że jest się dla kogoś całym światemprzewodnikiem po zawiłościach rzeczywistości.  


********************** 
 
Co to znaczy być MamąTo znaczy być autorytetem zbudowanym na stuprocentowej akceptacji i stałej gotowości do objaśniania życia. Autorem suplementów pozwalających wciąż uzupełniać  trudną naukę siebie. To znaczy też -  być   odpowiedzią na najtrudniejsze i najbardziej zaskakujące pytania. Cierpliwością. Wyrozumiałościązaufaniem  i   troską. Wreszcie - być  bohaterem - prawdziwym herosem walczącym z najstraszliwszym owadem w obronie autonomii i dla świętego spokoju. Gwarancją bezpieczeństwa  przy nieporadnym stawianiu pierwszych kroków.  I bezwarunkową akceptacją. Ciepłem, niepowtarzalnym zapachem  domu i jedynym w swoim rodzaju smakiem ulubionych potraw. Czym jeszcze ?  Codziennościąniecodziennością.  Niestrudzonym towarzyszem. Czy to dużo ?  Cały czas mam wrażenie, że to jeszcze za mało. Ale jestem gotowa zmierzyć się z każdym problemem, przyjąć każde, nawet najstraszliwsze wyzwanie  -  tylko po to, by usłyszeć   -  "  kocham cię, mamo !  ".


Pozdrawiam majowo   -   M.

poniedziałek, 19 maja 2014

W trakcie



Cały czas jestem w trakcie. Niewiele się zmienia, mało przybywa... Marzę o chwili, kiedy " w trakcie " zamieni się  na  - " po ". Takie po - układane, zgodne z planem i dobrze się kom - po - nujące.  Tymczasem - wciąż  jestem w trakcie  !  -   wymiany, sadzenia, malowania. Podejmowania decyzji i szukania. Walki z żarłocznym najeźdźcą ; ) Trucia robali, gróźb słownych i rękoczynów  -  podklejania, malowania  i zabezpieczania lakierem akrylowym. A jednocześnie  -  za dużo  spraw z zewnątrz i kompletnie nie na temat   non stop mnie rozprasza   i  absorbuje . Wymaga mojej całkowitej uwagi i poświęcenia. A balkon ?  Cóż, musi poczekać. Może zdążę ...  zanim  przyjdzie lato ...


Pozdrawiam placu boju - M.


sobota, 10 maja 2014

Zawód Mama



W  mocno oświetlonej sali rozległ się  płacz. Początkowo bardzo cichy. Zaciśniętą w pięść  siną rączkę owinięto giętkim plastikiem informującym o imieniu, płci nazwisku matki. Drobne ciałko  dokładnie  umyto, zbadano i zmierzono. Sprawdzono prawidłowość pracy serca, zabarwienie skóry, napięcie mięśni. Przetestowano odruchy. Całość poddano surowej ocenie. Opisano punktami, wypełniono niezbędne tabele. Wszystko po to, by w księgi statystyczne w rubrykę "przychód" wpisać nowe życie. Pieczęć. Zamaszysty podpis. Gotowe.

****************

 Gonitwa myśli, sprzeczność uczuć. Przerażenie  i  niepewność   tuż obok  poczucia siły, nieopisanej dumy i gotowości do pełnienia zupełnie nowej roli w życiu. Zdławiony szczęściem i wielkim wzruszeniem oddech.


***************

Dopiero wtedy w ramionach M. dostrzegłam małą główkę... Kiedy przytuliłam zawiniątko, moją uwagę przykuły utkwione we mnie wielkie, fiołkowe oczy. Pierwszy dotyk. Kruchość ciepłego ciałka ufnie szukającego kontaktu... Maleńkie czoło, nie kryjąc  swojego rozczarowania otaczającym światem, demonstrowało wszystkim idealnie pomarszczoną skórę. Zamknięte do tej pory usta drgnęły . I choć z fachowej literatury dobrze wiem, że nie było  w tym nawet odrobiny woli i świadomości, raczej niekontrolowany odruch - "uśmiech"  ten w jednej chwili przewartościował mój świat i od nowa ustalił priorytety. Nie zmieniły się wraz z upływem czasu, choć od tamtego dnia minęło już 15 lat...   Do dziś ściśle określają kolejność wszelkich działań, precyzyjnie ukierunkowują  moją  uwagę i każą skupiać się na tym, co rzeczywiście istotne. Dokonywać dojrzałych wyborów. Niemal codziennie zdawać trudny egzamin odpowiedzialności. Chwilami to naprawdę niełatwe zadanie. Ale ja już nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej -  dzięki temu moje życie po prostu ma sens. Dlaczego ?  Bo jestem mamą. A to już brzmi naprawdę dumnie.


Pozdrawiam majowo - M.