niedziela, 31 sierpnia 2014

Przystanek Wiedeń



W połowie drogi między domem i wakacyjnym wspomnieniem, z ciekawości i  z  chęci zwiedzenia nowego miejsca. Z   noclegiem  na ostatnim piętrze tuż pod chmurami. Przystanek Wiedeń. Kolejna już europejska metropolia, którą zwiedzamy w drodze powrotnej. Bez przewodnika i z wielkim znakiem zapytania.


Po blisko ośmiu godzinach jazdy wysiadamy wreszcie z samochodu i stajemy przed rzeźbioną bramą przy Josefstadterstrasse 9. Kręcone schody prowadzą nas na ostatnie piętro. Krótkie spodenki i t-schirty -  założone 600 kilometrów temu -  kompletnie nie wpisują się w klimat zaniesionego chmurami Wiednia. Zakładamy cieplejsze ubrania i  zabieramy aparat. Ruszamy przed siebie. Gotowi na wędrówkę  śladami  potęgi dynastii Habsburgów. Tropem smaku tortu Sachera, w rytmie walców Straussa i symfonii klasyków wiedeńskich.


W ciągu kilku minut docieramy do Dr. Karl-Leuger-Ring, na rozległy Rathausplatzktóry za panowania cesarza Franciszka Józefa  był miejscem  parad wojskowych. Neogotycka budowla ratusza najwyższą ze swoich pięciu wież  niemal dotyka nieba. Gromadzący się przed olbrzymich rozmiarów ekranem ludzie czekają na kolejny filmowy wieczór. Właśnie trwa doroczny Festiwal Filmów Muzycznych gromadzący rzesze melomanów i smakoszy, którzy w pobliskich restauracyjkach i kawiarniach  - przy dźwiękach oper lub symfonii  - odkrywają smaki całego świata.




 Podążając śladem innych, trafiamy pod budynek parlamentu.


Fryzy, posągi, kolumny. Pallas-Athene-Brunnen ( Fontanna Pallas Ateny ) jest naprawdę imponująca.  Nie potrafię oderwać wzroku od kamiennych postaci spoczywających u stóp olbrzymiego posągu greckiej bogini  - czterech rzeźbalegorii największych rzek imperium austriacko - węgierskiego.



Niebywała dbałość o szczegół, zadziwiająca lekkość, postacie jakby  gwałtownie unieruchomione ciężarem kamienia, a mimo to  pełne emocji i życia. Dzień przeglądający się w zebranej pod fontanną krystalicznie czystej wodzie.





Mijamy budynek Burgtheatre. Pierwszą scenę imperium, która powstała dzięki przekazaniu przez cesarzową Marię Teresę  pałacowej sali do gry w piłkę do dyspozycji trupy teatralnej Karla Selliersa.  Przez wysokie, otwarte okna Cesarsko - Królewskiego Teatru Dworskiego dostrzegam okazałe kryształowe żyrandole. Przez chwilę słyszę w sobie rytm walca, szum bogatych sukien wirujących Starussem, życie imperium.



Szerokie, reprezentacyjne ulice Wiednia w niczym nie przypominają ciasnych uliczek Trogiru.




  Na dłuższą chwilę zatrzymujemy się w samym sercu wiedeńskiej Starówki  - przed siedzibą władców Austrii, królów i cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego  oraz Cesarstwa Austrii. Hofburg, zimowa rezydencja monarchii, centrum polityczne i kulturalne  Europy. Kompleks pałacowy wybudowany przez Habsburgów jeszcze w XIII  wieku. 18 skrzydeł, 19 dziedzińców, 2600 pomieszczeń ... Trudno nie ulec magii tego miejsca !


Stoję na dziedzińcu In Der Burg, na którym w czasach świetności dynastii odbywały się wyścigi konne i bale, wsłuchuję się w stukot końskich kopyt, turkot kół przemykających obok nas dorożek. I mam wrażenie, że to miejsce żyje trochę poza czasem. Że nic się tu nie zmieniło od chwili śmierci ostatniego cesarza Austrii.



Zadzierając wysoko głowy przystajemy na  Josefsplatz, przed oknami Biblioteki Dworskiej, onieśmieleni wielkością i otaczającym nas przepychem.



Opuszczamy dziedziniec In Der Burg  i przechodzimy przez bramę. Zostawiamy za sobą muzeum cesarzowej Sissi, pełne pamiątek po najbardziej niezwykłej i uwielbianej przez Austriaków cesarzowej, żonie Franciszka Józefa. Wokół nas mnóstwo dorożek czekających na chętnych do podążania śladem minionej monarchii. Jedynie słuszny środek transportu po historii miasta.



W zasięgu wzroku najdroższe ulice Wiednia - Habsburgergasse,  Grabenstrasse i Stephansplatz. Wielki świat mody na wyciągnięcie ręki. Versace, Chanel, Prada. Kuszą bajecznymi aranżacjami mocno oświetlonych witryn.



Na Grabenstrasse odkrywamy kawiarnię Juliusa Meinla, w której oprócz możliwości wypicia najlepszej na świecie kawy w absolutnie magicznym ogródku, można kupić czekoladę z rozmarynem i tymiankiem czy kandyzowane owoce z pastą z wanilii w białej czekoladzie... Zza przeszklonych ogrodzeń dobiega śmiech siedzących przy kawiarnianych stolikach ludzi. Obok maleńkich filiżanek wypełnionych zapachem szlachetnych odmian ziaren z górzystych rejonów Afryki Wschodniej - smaki dawnego Wiednia zamknięte w bajecznych kształtach czekoladowych form, torciki ciężkie od opływającej je czekolady. 


Nie potrafię  oderwać się od witryn prezentujących dostępne łakocie i specjały. Od klimatu tworzonego przez  miejsce, ludzi i specyficzny aromat. Chłonę każdy dźwięk i zapach, poznając Wiedeń od podszewki. Jego nieprawdopodobną elegancję i dobry smak.



Tłum gęstnieje. Dorożki ustępują miejsca  kolorowym rikszom.


Jesteśmy na Platz Graben. Metaliczny błysk współczesności wypełniający  oczy sklepowych wystaw i najbardziej zauważalny ślad historii tego miejsca - Kolumna Morowa ( Pestsäule ), znana też jako Kolumna Trójcy Świętej ( Dreifältigkeitssäule ). Marmurowy monument wzniesiony przez Leopolda I w 1679 roku na pamiątkę ocalenia go od epidemii czarnej śmierci dziesiątkującej mieszkańców Wiednia. Kłębowisko ciał, alegorycznych postaci i  aniołów robi na mnie ogromne wrażenie. XVII wieku na  Platz Graben w połowie drogi między świecką częścią miasta - pałacem Hofburg, a częścią o zabudowie sakralnej - katedrą  Św. Stefana, znajdował się  sporych rozmiarów wykop, w którym chowano ciała zmarłych na dżumę.

 
Zmierzamy w kierunku Stephansplatz.


 W centrum placu  -  pełna przepychu Katedra Świętego Szczepana w całości zbudowana z ciosanego kamienia. Jeden z najlepiej rozpoznawalnych symboli Austrii. Zza zamkniętej Bramy Olbrzyma ( Riesentor ) -  w czasach monarchii  otwieranej wyłącznie dla cesarzy -  dobiegają nas dźwięki koncertu organowego. Roześmiani ludzie w strojach z epoki rozdają spacerującym zaproszenia. Na kolorowych kartonikach widać portret Wolfganga Amadeusza.



Zafascynowana wyglądem katedry wciąż spoglądam w górę. Na strzelistą, mierzącą blisko 137 metrów Wieżę Steffl, na zjawiskowy dach z mozaiką z glazurowanych płytek tworzącą godło dynastii Habsburgów.


Jeszcze tylko zakupy w maleńkim sklepiku z łakociami tuż obok katedry. Torciki Sachera, marcepanowo - orzechowe czekoladki w miniaturowym pudełeczku z wizerunkiem Mozarta. Smak cesarsko - królewskiego Wiednia. Zabieram go ze sobą. Podobnie jak oczarowanie i złożoną miastu i sobie obietnicę - że jeszcze tu wrócę. Na Josefstadterstrasse 9. Na Starówkę. I że naprawdę dokładnie odrobię tą nieprawdopodobną lekcję historii.


 Pozdrawiam - M.