sobota, 15 sierpnia 2015

Pocztówka z wakacji - Split, czyli wokół starego miasta




Kolejna wyprawa śladem historii. W poszukiwaniu minionego czasu.  Po Dalmacji.


 Split. Drugie co do wielkości miasto Chorwacji. Wtulone między dwa monumentalne masywy górskie - Mosor i Kozjak. Dawne Aspalathos, którego nazwa -  wkrótce po podbiciu przez wojska rzymskie w II wieku n.e. - zmieniona została na Spalatum. Słynny z niezwykłego pałacu Gaiusa Aureliusa Valeriusa Diocletianusa, cesarza panującego na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego.
 
 

Po godzinie jazdy wysiadamy z samochodu. Trudno zaczerpnąć powietrze. Jest naprawdę gorąco. Parkujemy samochód tuż obok nadmorskiego bulwaru, w południowo - wschodnim rogu starego miasta. Ruszamy. Zostawiamy za sobą nowoczesne przedmieścia Splitu, by zagłębić się w gmatwaninie wąskich uliczek starówki.

 
Przed nami wielki targ miejski. Zadziwiający kalejdoskop kolorów, smaków i zapachów. Mijamy stragany uginające się od koszy wypełnionych oliwkami, butelkami pełnymi gęstej oliwy, wielkimi słojami z miodami o bursztynowym kolorze, figami, olbrzymimi arbuzami...  Tuż za ostatnim straganem wznosi się wschodnia fasada cesarskiego pałacu. Mijamy bramę, symboliczne przejście między dwoma światami, między wczoraj a dziś.
 
 
 
Stajemy na środku obszernego perystylu stanowiącego serce cesarskiej siedziby. Aż trudno uwierzyć, że w czasach swojej świetności rezydencja Dioklecjana zajmowała blisko 30 tysięcy metrów kwadratowych !


Przyjmuje się, że pałac dał początek miastu -  dzięki stopniowemu wchłanianiu  i zasiedlaniu przez zwykłą ludność kolejnych części rezydencji cesarza.  Budowany sukcesywnie od 293 roku n.e.  na wzór obozu rzymskiego ( nic dziwnego, Dioklecjan był przecież zwykłym żołnierzem zanim za swe niebywałe zasługi został wybrany przez wojsko na cesarza ), otoczony murami obronnymi  -  tworzył czworokąt mierzący aż 180 x 120 metrów.

 
Teraz o rzymskim rodowodzie  - oprócz zabytkowych ruin - przypominają przebrani aktorzy  pozujący do zdjęć dla zgromadzonych turystów.
 
 
 
Zadzieramy wysoko głowy, żeby dokładnie obejrzeć każdy detal zjawiskowej kolumnady otaczającej z trzech stron prostokątny perystyl, wyciosane z białego kamienia posągi lwów pilnujących schodów, czarnego Sfinksa przywiezionego dla cesarza prosto z Egiptu.
 


 
Wchodzimy do katedry św. Dujama ( patrona miasta ), mieszczącej się w dawnym mauzoleum cesarza. Przez dłuższą chwilę  oglądamy rzeźbione drzwi oparte o mury świątyni, każde z 28 pól przedstawiających wybrane sceny z życia Jezusa. Wokół nas liczne kolumny, bogato zdobione kapitele, fryzy. Zachwycające swą prostotą i surowością kopułowe zwieńczenie katedry. Szkoda tylko, że we wnętrzu  nie wolno robić zdjęć !



Przez chwilę stoimy na środku perystylu. Liczne poduchy porozkładane na stopniach schodów okalających plac zapraszają do odpoczynku i podziwiania zabytkowych ruin. Próbuję wyobrazić sobie ten niesamowity klimat, jaki panuje tu w czasie letnich festiwali teatralnych. Schodzimy do podziemnych sal pałacu ( podrum ). Rozstawione stragany kompletnie nie pasują do zabytkowego perystylu i katedry.

 

Przechodzimy przez okrągły westybul, w którym odwiedzający cesarza goście oczekiwali na jego zgodę i aprobatę.
 
 
Mijamy świątynię Jowisza wzniesioną na polecenie cesarza -  by potwierdzić jego boskie pochodzenie -  i udajemy się w głąb miasta.
 

Krążymy w labiryncie uliczek starówki


 
Docieramy do  Placu Republiki zbudowanego na wzór placu Świętego Marka w Wenecji.  Skrzydła siedziby zajmuje urząd miejski, zaś północną stronę - teatr, który  w okresie letnim cieszy się dużym zainteresowaniem turystów ze względu na liczne spektakle wystawiane na świeżym powietrzu. Pomarańczowo - czerwony kolor fasady mocno odcina się od białego kamienia, który jest najpopularniejszym materiałem budulcowym w całej Dalmacji.


Fotografuję prokuracje zwieńczone głowami lwów weneckich, pustą  o tej porze restaurację.

 
 Jeszcze tylko kilka ujęć nadbrzeża, łódek kołyszących się w marinie. Splitu nagrzanego mocnym, południowym słońcem. 
 


 
Skuszeni zapachem lokalnych smakołyków kupujemy  drobne przekąski ...
 

... i  spory zapas łakoci... 
 

 
Zmęczeni upałem chowamy się do samochodu. Czas wracać na Ciovo.



Pozdrawiam - M.




PS - W  1979 roku pałac Dioklecjana i otaczającą go starówkę wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Jeśli w czasie swoich wakacyjnych wędrówek zawitacie do Dalmacji, zajrzyjcie tam koniecznie ! Naprawdę warto.


 
 
 
**************
 
Tu można znaleźć relacje z moich poprzednich podróży po Chorwacji :