wtorek, 29 marca 2016

Spotkanie przy stole




Bo przecież wszystko zależy od tego, co tak naprawdę chce się zobaczyć.
Zmęczenie z powodu żmudnych przygotowań, wciąż bolący nadgarstek czy  to rozcięcie  na ręce kompletnie nie wiadomo skąd.

 



Obrus, który za nic nie chciał się doprasowaćprzypalany  po kilka razy bigos. Dekoracje szykowane z okazji wesołych świąt i na małą chwilę po. Przepełnioną listę świątecznych zakupów i wyjmowane z brudnej kałuży (po) święcone jajka.


Można też w tym wszystkim zobaczyć   zwykłe  zmartwychwstanie - wciągam więc powietrze głęboko przesiąknięte wielkanocą. Słucham toczących się rozmów i patrzę. Docieram siłą rzeczy do prawdziwego  sedna. Do tego tak oczywistego, co zgubiło się na chwilę w pogoni za tym, co w gruncie rzeczy mało istotne..



 I już wiem, że liczą się przede wszystkim ludzie spotkani przy wspólnym stole. Jak zawsze.


 Pozdrawiam - M.



piątek, 25 marca 2016

Wesołych Świąt !



  Już czas się zatrzymać. Poszukać tego, co dla mnie najważniejsze. Przypomnieć sobie o dawno już zapomnianym. Pomyśleć nad sensem i bezsensem tego, co wokół nas i w nas samych. Zdziwić się i zastanowić -  nad własnym szczęściem. Ucieszyć się, że mogę czerpać z życia pełnymi garściami. Że mogę nakryć stół białym obrusem.  Że znów otwieram szeroko oczy, żeby zobaczyć w nas cud zmartwychwstania.



*************************
Życzę wszystkim wspaniałych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy !





Pozdrawiam - M.



środa, 23 marca 2016

Wielkanocny koszyk



 Wypełniony po brzegi tym, co trzeba i co udało się kupić w ostatniej przedświątecznej chwili. Z całym bagażem wieloletniej tradycji  przyniesionej  - jak co roku - do prześwięcenia  w imię Ojca i zmartwychwstałego Syna.


 Ze sterczącymi - między  borowiną a malowanymi  jajkami - króliczymi uszami, najważniejszym w całym wielkosobotnim zamieszaniu barankiem, rozsypującą się solą i znikającą tuż po bożym błogosławieństwie kiełbasą. Nadgryzioną babką drożdżową, pozbawionym głowy -  już przy pierwszym burczeniu w brzuchu  -  barankiem z cukru i okruchami po zjadanym ukradkiem chlebie



 
Z tym co już przeszłe i dokonane, co buduje nasze teraz. Z poczuciem więzi wynikającym z corocznej celebracji. Z rytualnej powtarzalności gestów i ulubionych przepisów dających gwarancję  na tą niezwykłą między nami bliskość. Nasz Wielkanocny koszyk. Symbol trwałości.
 

 Jeszcze tylko kilka dni, a czas znowu zatoczy koło. Kolejny raz w sobotni poranek przygotuję koszyki, podobnie jak bywało to kiedyś, gdy byłam dzieckiem. Ozdobię zielonymi gałązkami. Umaluję  w łuskach cebuli jajka. Jak  co roku


  Pozdrawiam - M.



sobota, 12 marca 2016

Kalendarz



Nie za duży, bo musi się zmieścić w torebce. Z miejscem pozwalającym na zorganizowanie sobie życia i z małym marginesem na niezaplanowany jeszcze w rozkładzie dnia luz. Spuchnięty od wciąż doklejanych karteczek, naklejek spinaczy  mocno trzymających w kupie rozbiegane dni . Od kolorów i wykrzykników też. Od znalezionych gdzieś zaskakująco mądrych zdań, cennych porad  jak łatwo wywabić trudną plamę i zaznaczonych kolorem kolejnych rocznic. Od zapamiętać, zadzwonić i kupić. Spisać się i wywiązać - no bo przecież obiecałam ! Pełny pilnych przypomnień, że wciąż zalegam życiu, żeby - broń Boże ! - nie rozliczyło mnie kiedyś w najmniej odpowiednim momencie. Ciężki od zapisywanych na kolanie wskazówek i podpowiadanych przez innych uwag. Zapisków dnia powszedniego - że   prezent to na ten czwartek. Że zebranie dopiero pojutrze i jak zwykle trzeba będzie kupić coś na obiad. Że lektura do wypożyczenia, krawcowa w tym tygodniu to już obowiązkowo, a do  sałatki z tuńczykiem to chyba jednak lepiej sparzyć tą cebulę. 




Mój kalendarz - nie za duży, bo przecież musi się zmieścić w torebce . Szczelnie zapisany życiem, rodzinnymi historiami i naszymi sprawami ujętymi w ramy mijających dni. Nieodzowny element mojego analogowego  świata.




Pozdrawiam - M. 






 *********************

PS - zdjęcia kompletnie przypadkowe, choć nieco oddające kierunek dekoracyjnych zmian.