środa, 26 listopada 2014

Za wcześnie





Czekam. Mimo braku snu pod powieką. Wbrew mało magicznej codzienności mocno stąpającej po ziemi. Z gorącym postanowieniem poprawy i szczerą chęcią upieczenia świątecznego pasztetu. Czekam. Ale świąt jeszcze we mnie nie widać. Za oknem  zresztą też nie.  



tylko w witrynach sklepów krzyczących tandetnymi dekoracjami. W piernikach pachnących  na  zapełnionych  przepisami kartkach.W planach na świąteczne dekoracje snutych w absolutnej tajemnicy przed pierwszą Gwiazdką.  I w nienapisanym do Mikołaja liście z najgorętszym marzeniem sezonu.


 

Rozcieram zmarznięte dłonie i  czekam. Choć wiem, że jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Choć zeszłoroczny śnieg dawno odkleił się od butów i niewiele mnie w końcu obchodzi, a tegoroczny mróz nawet jeszcze nie zdążył uszczypnąć mnie w nos. Nie szkodzi. Przecież i tak  przyjdą. Pachnące choinką i kruche jak łamany szczerym   " wszystkiego najlepszego " opłatek.  Skrzypiące mokrym śniegiem. Jak zawsze. Jak co roku.

 



Pozdrawiam - M.  ( KLIK ! )





***********************


PS - Te świetne metalowe kule kupicie w sklepie Kokon Home u Lilli. Polecam !





niedziela, 9 listopada 2014

Szklana pogoda








Deszcz wystukuje na szybach swoją monotonną, szklaną melodię. Rozmywa kontury. Ma mokry zapach ciepły kolor włączonych wcześniej niż zazwyczaj lamp. Smakuje dobrą herbatą.  Oswaja panujący wokół mrok.


Patrzy błyszczącymi plamami kałuż. Dodaje też tajemniczości, bo przecież pod rozłożonym parasolem mogę być kim tylko chcę ... ; ) Kołysze  rytmicznym taktem padających kropel. Uspokaja swoim łagodnym szumem i wyrozumiale przyjmuje każdą niedoskonałość. Rozleniwia i z czystą premedytacją wywołuje stan  permanentnej senności.  Nuci swoją  deszczową piosenkę ( klik ! ). Moją ulubioną. Pozwala na nowo przeżyć dawno już przeżyte. Nie spieszyć się, pobyć ze sobą. Raz jeszcze przemoczyć butymyśli.





 W zaniesioną  deszczowymi chmurami niedzielę, znad kubka pełnego gorącej, aromatycznej herbaty  - pozdrawiam - M.




**************

PS - po herbatki ( i nie tylko ) zapraszam do sklepiku Live Beautifully. Jednego z moich ulubionych. Przeglądałam najnowszą ofertę i powiem szczerze, że baaardzo mnie kusi zimowa edycja Tafelgut....  Zajrzyjcie, polecam --> klik !


wtorek, 4 listopada 2014

Grzech zaniechania



Najcięższy. Popełniany w codziennym zabieganiu. W zdenerwowaniu - z powodu naczyń pozostawionych na kuchennym stole i nieschowanych po spacerze butów. W pośpiechu zwykłego dnia. W wyznaniu odłożonym na nigdy. W pomyślanym geście.
Każdego dnia staram się niczego nie zaniedbywać. Nie liczyć na to, że kiedyś jeszcze zdążę. Nie zatrzymywać w sobie słów i nie wznosić muru niedopowiedzeń i żalu. Nie krzyczeć znakami zapytania wynikającymi z tego, że po prostu  nie chce mi się zrozumieć
. Nie mnożyć tego, co złe i nie dzielić włosa na czworo, by koniecznie postawić na swoim. By nie żałować, że zabrakło mi czasu na bliskość i wyrozumiałość. By nie okazało się, że między nami jest już o jedno słowo  za daleko. Że  pozostało tylko posypywanie solą bólu. Mam jednak wrażenie, że coraz częściej przegrywam i  jednak popełniam grzech zaniechania. Odpuszczenia /sobie /, zwolnienia /siebie/ z obowiązku dbania i zabiegania. A tymczasem codzienność sprytnie maskuje kruchość wszystkiego, co tak dla mnie cenne. Daje złudzenie trwałości i 100 % gwarancji - na zdrowie, na bliskość. Na kocham cię. Na radość i rytualną powtarzalność słów i gestów. Na wszystko, co stanowi moje sacrum. A przecież wystarczy tylko chwila, by teraźniejszość zamieniła się w przeszłe i już dokonane. Przypominane chybotliwym płomieniem zapalonego znicza.


Pozdrawiam - M.